Prawie każdy w Holandii trzymał taki kafelek kiedyś w ręku, i prawie nikt nie wie, czym on właściwie jest. Delfcki kafelek nie jest porcelaną, pierwotnie wcale nie pochodzi z Holandii, a błękit w trakcie malowania nie jest nawet niebieski. Poniżej znajdziesz to, czym kafelek naprawdę jest, jak powstawał cztery wieki temu i jakie masz dziś możliwości, żeby zrobić własny.
Nie porcelana, lecz fajans ze szkliwem cynowym
Najpierw ten najbardziej uparty mit: delfcki błękit to nie porcelana. To zwykły wyrób z wypalonej gliny — fajans — pokryty warstwą szkliwa cynowego. To szkliwo jest białe i nieprzezroczyste, i o to właśnie chodzi: całkowicie zakrywa rudawą glinę pod spodem i daje śnieżnobiałą powierzchnię do malowania.
Nie była to decyzja estetyczna, tylko obejście problemu. Około 1602 roku Kompania Wschodnioindyjska (VOC) zaczęła sprowadzać do Holandii chińską porcelanę, niebieską na białym, i była ona zawrotnie droga. Holenderscy garncarze nie potrafili wytwarzać porcelany — jej recepturę rozgryziono w Europie dopiero około 1709 roku — więc zrobili rzecz najbliższą: odtworzyli wygląd na materiale, nad którym panowali. Holenderskie Muzeum Kafli ujmuje to sucho: garncarze „próbowali naśladować chińską porcelanę i przenosili jej dekoracje na fajans”.
Delfcki błękit zaczął się więc jako imitacja. Dopiero z czasem stał się osobnym stylem z własnymi tematami, a w końcu produktem eksportowym samym w sobie.
Dlaczego akurat Delft
Delft nie było jedynym miastem, które wypalało kafle — robiły to też Rotterdam, Haarlem, Amsterdam, Utrecht, Harlingen i Makkum — ale to Delft stało się centrum. Około 1700 roku w samym Delfcie działały 33 wytwórnie fajansu.
Potem poszło ostro w dół. Tani angielski fajans podciął rynek i w 1794 roku zostało ich dziesięć. Spośród ówczesnych firm De Porceleyne Fles (założona w 1653 roku) jest jedyną, która od tamtej pory działa nieprzerwanie. Inne czynne wytwórnie fajansu jak najbardziej istnieją — De Delftse Pauw, De Candelaer, Heinen Delfts Blauw, Goedewaagen — ale to późniejsze firmy. „Ostatnia wytwórnia fajansu w Delfcie” to więc bzdura; „jedyna z nieprzerwaną linią sięgającą XVII wieku” już się zgadza.
Same kafle nie wisiały tymczasem w gablotach. Były w zwykłych domach: w obudowach kominków, w korytarzach, na klatkach schodowych i w kuchniach, a także jako listwa wzdłuż ściany. Towar użytkowy, nie sztuka.
Spons: jak naprawdę malowano kafelek
To ten kawałek rzemiosła, którego brakuje w większości opowieści, a wyjaśnia coś, co możesz sam sprawdzić na starych kaflach.
Malarz nie rysował na kaflu odręcznie. Używał szablonu zwanego „spons”: arkusza papieru, w którym kontury przedstawienia były wykłute drobnymi dziurkami. Arkusz kładziono na kaflu i rozsypywano po nim sproszkowany węgiel drzewny. Słowami Holenderskiego Muzeum Kafli: „Węglowy pył przesypuje się przez dziurki, dzięki czemu przedstawienie pojawia się na kaflu w postaci czarnych kropek”. Potem rzemieślnik malował ręcznie po tej kropkowanej linii.
Dwie konsekwencje. Po pierwsze, jeden szablon służył przez dziesiątki lat i był przekazywany dalej — dlatego kafle z zupełnie różnych lat bywają podobne jak dwie krople wody. Po drugie, żaden kafel nie jest identyczny, bo malowano ręcznie. Kontur jest wspólny, wykonanie już nie.
A ten błękit: maluje się go kobaltem, który przed wypaleniem jest szaroczarny. Malarz nie widział więc tego, co tworzy. W dodatku niewypalone szkliwo wciąga pigment natychmiast, jak atrament w bibułę. Poprawić się nie da. Co pójdzie źle w jednym pociągnięciu, wjeżdża do pieca i wyjeżdża z niego równie krzywe.
Nie wszystko zresztą jest niebieskie. Od drugiej połowy XVII wieku malowano też fioletem manganowym. „Delfcki fiolet” nie jest współczesnym wynalazkiem.
Jak samemu zrobić delfcki kafelek: trzy drogi
Są trzy sposoby i sporo się różnią, zarówno wysiłkiem, jak i tym, co ci zostanie.
1. Malowanie na czystym kafelku
Kupujesz białe szkliwione kafelki i farby do ceramiki, i bierzesz się do pracy — ewentualnie z własnoręcznie zrobionym szablonem: przekłuj swój wzór na papierze, przesyp przez dziurki węgiel drzewny albo pył grafitowy i domaluj kropkowaną linię. Dokładnie tak, jak robiono to cztery wieki temu.
Bądź tylko uczciwy wobec efektu. Malowanie naprawdę pod szkliwem wymaga pieca osiągającego temperatury, do których piekarnik kuchenny nawet się nie zbliża. Farba ceramiczna, którą kupisz w sklepie i „wypalisz” w piekarniku, zostaje na wierzchu szkliwa. Z metra wygląda to dobrze, ale jest dekoracyjne: ściera się, nie da się tego szlifować i nie jest odporne na zmywarkę. Dla kafelka na ścianie to żaden problem. Dla czegoś, co ma przetrwać pokolenia — już tak.
2. Gotowy pusty kafelek albo szablon
Jeśli szukasz „pustego” kafelka albo szablonu do samodzielnego wypełnienia, to przede wszystkim projekt na majsterkowanie albo do klasy. Klasyczny schemat jest na tyle prosty, że da się go odrysować: centralne przedstawienie, ewentualnie w kole lub rombie, a w każdym rogu mały powtarzalny motyw. Te motywy narożne nie są ozdobą doklejoną na końcu — kiedy ułożysz kilka kafli obok siebie, cztery narożniki składają się w jeden ciągły wzór. Po to je zaprojektowano.
3. Kafelek zrobiony z twojego zdjęcia
Trzecia droga pomija malowanie: dostarczasz zdjęcie, a ono zostaje przetworzone w stylu delfckiego błękitu i wypalone na prawdziwym kaflu ceramicznym. Bez pędzla, za to z kafelkiem, który możesz wyszorować.
Jaki tekst na nim umieścić?
Kafelek z tekstem to osobny gatunek — sentencja na kafelku. To, co działa, jest krótsze, niż ludziom się wydaje. Cztery linijki to maksimum, zanim zrobi się z tego komunikat zamiast kafelka, a w jednej linijce mieści się jakieś czterdzieści znaków.
Kilka rzeczy, które w praktyce robią różnicę:
- Krótkie bije błyskotliwe. Żart, który trzeba przeczytać dwa razy, źle wisi na ścianie.
- Imiona i daty są ryzykowne. Robią rzecz osobistą, ale i nieprzenośną do innego pokoju czy innego życia.
- Przeczytaj to na głos. To, co dobrze wygląda na ekranie, na ścianie czasem brzmi nijak.
Jeśli chcesz sam tekst, bez zdjęcia, to osobny produkt: kafelek z sentencją.
Kafelek narodzinowy
Jeden z niewielu kafelków o z góry ustalonej funkcji. Kafelek narodzinowy zwykle trzyma się tego samego: imię, data urodzenia, czasem waga albo godzina. To jeden z niewielu prezentów, przy których daty są jak najbardziej na miejscu — data jest tu powodem.
Mamy na to własne wejście: kafelek na prezent narodzinowy.
Jak robimy to my — i czym to nie jest
Należy się tu uczciwe rozgraniczenie, bo sporo się to różni od powyższego.
Nie malujemy niczego ręcznie. Twoje zdjęcie zostaje cyfrowo przetworzone w projekt w stylu delfckiego błękitu — kobaltowa kreska, motywy kwiatowe, ornamenty w narożnikach — a ten projekt trafia na prawdziwy szkliwiony kafel ceramiczny i zostaje w niego wypalony. Siedzi więc pod błyszczącą powierzchnią, a nie na niej: żadnej naklejki, żadnej folii. Możesz go czyścić wilgotną ściereczką.
Czym to nie jest: to nie antyk, nie jest malowane ręcznie i nie ma żadnego związku z Royal Delft ani De Porceleyne Fles. Kto szuka egzemplarza malowanego ręcznie, powinien trafić do wytwórni fajansu — to inny produkt i inna półka cenowa.
Wybór obramowania zmienia kafelek bardziej niż samo zdjęcie. Gęsty wieniec robi z niego ozdobę; otwarte pole robi z niego portret. Jest ich piętnaście, od klasycznego koła po woli łeb i pajączka — nazwy wzięte wprost ze starych motywów narożnych.
Najczęstsze pytania
Czy delfcki kafelek jest z porcelany?
Nie. To fajans z warstwą białego szkliwa cynowego. Porcelanę zaczęto wytwarzać w Europie dopiero około 1709 roku, długo po powstaniu delfckiego błękitu.
Czy każdy może napisać na swoim produkcie „delfcki błękit”?
„Delfcki błękit” jest w praktyce określeniem stylu, a nie znakiem jakości — sam w sobie nie mówi nic o tym, gdzie ani jak coś zrobiono. Jeśli chcesz egzemplarz z konkretnej wytwórni fajansu, zwracaj uwagę na nazwę tej firmy, a nie na słowa „delfcki błękit”.
Czy mogę wypalić prawdziwy delfcki kafelek w domu?
Pomalować możesz, wypalić pod szkliwem już nie: do tego potrzebny jest piec ceramiczny. Farba ze sklepu hobbystycznego zostaje na szkliwie i pozostaje delikatna.
Dlaczego kobalt zawsze jest niebieski?
Kobalt to jeden z nielicznych pigmentów, które przeżywają żar pieca do wypalania szkliwa bez spalenia się. Przy malowaniu jest szaroczarny; niebieski kolor powstaje dopiero w piecu.
Jakie zdjęcie sprawdza się najlepiej?
Zdjęcie z wyraźnym światłem na twarzy i spokojnym tłem. Przetworzenie wyrzuca cały kolor i zostawia tylko jasne i ciemne, więc zdjęcie, które opiera się na kontraście barw, wyjdzie płasko.
Chcesz zobaczyć, jak wyjdzie twoje własne zdjęcie? Możesz to zrobić od razu w kreatorze — albo obejrzyj najpierw wszystkie kafelki ze zdjęciem, żeby zestawić rozmiary obok siebie.



